Kiedy nurt życia zaczyna mnie przeganiać i trudno mi złapać oddech na kolejnym zakręcie zatrzymuję się na chwilę, zamykam oczy i znowu jest tamten ciepły, tropikalny wieczór w sercu peruwiańskiej Amazonii. Leżymy z Ewą w hamakach, pijemy zimne piwo i patrzymy na rzekę. Żadna z nas nic nie mówi. Papugi przestały się wydzierać, dzień powoli gaśnie. Ta właśnie chwila, po brzegi wypełniona niezmąconym spokojem, pozwala mi szybko odzyskać równowagę w rozchwianej, nierównej codzienności.
English version






